poniedziałek, 12 czerwca 2017

On wrócił!

Życie pisze niesamowite scenariusze. Te najbardziej niesamowite z niesamowitych nazywane są hollywoodzkimi, bo niby tylko scenarzysta potrafi takie coś wymyślić. Może tak, może nie. Życie jest najlepszym scenarzystą.

Ja wiem, że to może być temat niszowy i nie dla wszystkich zrozumiały, ale w związku z tym hollywoodzkim scenariuszem wrócę do... Roberta Kubicy.

W 2011 uległ wypadkowi, w którym o mało nie stracił życia i po którym do dziś jest w pewnym stopniu niepełnosprawny. Kilka lat dochodził do jako takiego zdrowia. Potem zaczął występować w rajdach. Na bardzo wysokim poziomie.

Mimo to w zasadzie wydawało się, że Kubica i F1 to temat zamknięty. Już się nie zdarzy. Nie ma prawa się zdarzyć. Tym bardziej że sam Kubica stwierdził, że nie chce już mieć do czynienia z F1, gdy wie, że nie może tam wystartować, bo to rani mu serce. A jednak...

Właśnie po 6 latach pojechał 115 okrążeń bolidem Formuły 1. Jakby tego było mało, to pojechał na tym samym torze, na którym 6 lat temu jechał bolidem F1 po raz ostatni. Ba! Jechał bolidem tego samego zespołu w którym wystąpił po raz ostatni. I podobno był tak samo szybki co przed wypadkiem.

To uczy, że wszystko jest możliwe. Że nigdy nie można mówić nigdy...


2 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Cuda się zdarzają :-)

Lukasz Blazejak pisze...

Kubica jest mocno wierzący. ;-)