środa, 15 marca 2017

Jak osiągnąć zysk w handlu?

Gdy mieszkałem w centralnej części Warszawy, korzystałem z kilku galerii handlowych w szeroko rozumianym centrum. Był tam i Auchan, i Real, i Carrefour, i Tesco. W każdym z nich był taki rejon (półka, lada chłodnicza etc), na których były wykładane produkty z bliskim końcem daty przydatności o obniżonych cenach. Normalna sprawa w każdym chyba hipermarkecie w Polsce. Normalna, więc tłumu tam nie było. Ba! Nie było nawet jakiegoś większego zainteresowania. Czasami ktoś tam podszedł, popatrzył. Ja zresztą też w takie miejsca zaglądam.

Gdy przeprowadziłem się na Pragę, zacząłem odwiedzać Warszawę Wileńską - galerię handlową, w której mieści się Carrefour. Gdy poszedłem tam pierwszy raz na zakupy, w alejce z masłami, mlekiem i jajkami zauważyłem ogromny tłum. Zaintrygowany podszedłem. To był tłum samych starszych kobiet (nie żebym to wyśmiewał, ale moherowe berety to był strój obowiązkowy) z wózkami, które to kobiety najwyraźniej na coś czekały. Jako że wybierałem masło, to chwilę tam stanąłem i byłem świadkiem sceny następującej: jakaś pracownica podjechała takim ręcznym widlakiem, na którym były jakieś skrzynki z mlekiem i jajkami, położyła to na środku alejki i rzuciła głośno: dzisiejsza dostawa!

Co tam się wtedy działo! Te baby dopadły do tej skrzynki, zaczęły brać te mleka do wózków. Niektóre były nawet poumawiane ze sobą, bo jedna zagarniała dobra, druga ładowała, a trzecia sprawdzała w czytniku ceny.

Te, które stały dalej, zaczęły napierać wózkami i krzyczeć, że ma starczyć dla wszystkich. Jakaś kobieta chwyciła z sześć maseł, druga chciała jej to wyrwać. Zmasakrowały jedno opakowanie, pobrudziły się. Rozerwane opakowanie rzuciły w kąt.

Zaszokowany podszedłem do dwóch pracowników, którzy stali obok i nie ukrywali śmiechu. Spytałem się o co chodzi. To darmowe produkty czy co? Odpowiedzieli, że nie. Że są przecenione, choć nawet nie tak dużo. A to są cykliczne scenki. Kobiety przyjeżdżają z okolicznych wiosek (tak jak pisałem - w tym samym centrum jest stacja kolejowa), skrzykują się i takie sceny można oglądać codziennie.

Po tej scenie postanowiłem zrobić mały eksperyment socjologiczny i objechałem prawie wszystkie hipermarkety w Warszawie. W podobnych godzinach. Nigdzie nie byłem świadkiem takich scen, a we wszystkich półki z przeterminowanymi produktami były.

I odkąd w tym Carrefourze kupuję, to widzę stado owózkowanych, omoherowanych kobiet czekających w alejce nabiałowej na pracownicę z paletą. Stoją po prostu i czekają. Rozmawiają sobie, plotkują, ale czujność wykazują dużą.

Dlaczego o tym piszę? Otóż okazało się niedawno, że Carrefour w Wileńskiej ma największą sprzedaż w Polsce. Dziwiłem się temu, bo ani to nie jest jakiś największy sklep, ani z jakimiś odmiennymi towarami. Fakt, jest świetnie skomunikowany - tramwaje, metro, kolej. Teraz już się nie dziwię...

2 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Scenka jak z poprzedniego ustroju :-) Tyle że po co komu sześć kostek masła z krótkim terminem przydatności? Chyba żeby rodzinę obdarować.

Lukasz Blazejak pisze...

Jak się ma liczną rodzinę... ;-)