wtorek, 31 stycznia 2017

Metoda na parafii pieczątkę?

Wczoraj w naszym bloku uskuteczniano kolędę. Ja z Inią się nie załapaliśmy, bo akurat Inia była na zajęciach informatycznych w PKiN, a ja ją odbierałem. Gaiia spędziła więc kilkanaście minut z księdzem sama.

Dziś zaskoczył mnie domofon i głos, w miarę męski, który z tegoż domofonu się rozległ:

- Szczęść Boże.
- Dzień dobry. - Odparłem.
- Dzień dobry. - Trochę speszony głos odpowiedział. - Czy był u Pana wczoraj ksiądz (tu podał nazwisko) z wizytą duszpasterską?
- Tak, był. A co się stało?
- Czy nie zostawił czegoś u Państwa?
- Nie... Raczej nic nie zauważyliśmy. A co miał zostawić?
- No... Pieczątkę gdzieś przez przypadek wczoraj zostawił.
- Aha. To nie widzieliśmy jej u nas.
- Dziękuję. Szczę... Do widzenia.
- Do widzenia.

Potem słyszałem jak jeszcze wielokrotnie dzwonił domofonem do innych mieszkań.

Zastanawiam się co może grozić parafii, gdy ktoś znajdzie taką pieczątkę i użyje? Wystawi in blanco akta chrztu czy ślubu? Odpuszczenie grzechów sobie pokwituje?

środa, 18 stycznia 2017

Lektury przymusu konsekwencje.

Inia posiada już swój smartfon, tablet i laptop. Nic więc dziwnego, że informacje konsumuje z tych trzech źródeł, czyli z Internetu. Dużo czyta, ale z ekranu.

Owszem, książki czyta. Jeśli weźmiemy pod uwagę średnią szkolną to czyta dużo. Kilka lat temu, gdy nauczyła się czytać bezgłośnie, to miała fazę na czytanie bez przerwy, ale potem nadeszła informatyka i jej przeszło.

Od jakiegoś roku obserwowałem, że czytanie lektur idzie jej naprawdę ciężko. Janko Muzykant. 40 stron? Męczyła się dwa dni. Jakaś inna nowela? Nie lepiej.

Aż jakiś miesiąc temu odkryła Harrego Pottera. Poszczególne książki po 700-800 stron. I co? Inia czyta jedną część dwa-trzy dni, a ostatnie to nawet w półtora dnia.

Jaki z tego morał? Jeśli szkoła chce, by dzieci wpoiły sobie chęć czytania, powinny bardzo krytycznie spojrzeć na dzisiejszy wykaz lektur. Bardzo, ale to bardzo krytycznie.