czwartek, 22 czerwca 2017

W młodym ciele młody duch!

Ustępowanie ludziom starszym w środkach komunikacji publicznej. Temat - rzeka. Najczęściej to poważny temat. Bywają w nim jednak i chwile wesołe.

Jechałem właśnie metrem. Na jednej ze stacji do pociągu wtacza się starszy, bardzo zasapany, pan o potężnej posturze. Pociąg ruszył, a on trzymał się poręczy próbując złapać oddech.

Właśnie chciałem mu ustąpić, ale chwilkę wcześniej wstała siedząca blisko niego młoda dziewczyna. Podkreślam - młoda. On starszy.

Starszy pan spojrzał na młodą dziewczynę, kiwnął głową i powiedział:

- Co prawda jestem w takim samym wieku jak pani, bo czuję się bardzo młody, ale jeśli pani nalega, to chętnie z tego miejsca skorzystam.

- Tak, nalegam. - Dziewczyna odparła, nie próbując nawet ukryć uśmiechu.

I tak trzymać! Mamy tyle lat na ile się czujemy!

A poza tym... Inia rok szkolny ukończyła z:

1) Najlepszym wynikiem w klasie.
2) Stypendium naukowym.
3) Nagrodą za trzecie miejsce w konkursie na grę komputerową - to pokłosie pozaszkolnych zajęć z programowania.
4) Umiejętnością jazdy na fiszce, hulajnodze, rowerze, wrotkach - postawiła w tym rok mocno na ruch.

I po raz pierwszy nie będzie na zakończeniu roku, bo już w piątek wyjeżdżamy na ślub jej cioci, a siostry Gaiii.

Wam również życzę miłych wakacji!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

On wrócił!

Życie pisze niesamowite scenariusze. Te najbardziej niesamowite z niesamowitych nazywane są hollywoodzkimi, bo niby tylko scenarzysta potrafi takie coś wymyślić. Może tak, może nie. Życie jest najlepszym scenarzystą.

Ja wiem, że to może być temat niszowy i nie dla wszystkich zrozumiały, ale w związku z tym hollywoodzkim scenariuszem wrócę do... Roberta Kubicy.

W 2011 uległ wypadkowi, w którym o mało nie stracił życia i po którym do dziś jest w pewnym stopniu niepełnosprawny. Kilka lat dochodził do jako takiego zdrowia. Potem zaczął występować w rajdach. Na bardzo wysokim poziomie.

Mimo to w zasadzie wydawało się, że Kubica i F1 to temat zamknięty. Już się nie zdarzy. Nie ma prawa się zdarzyć. Tym bardziej że sam Kubica stwierdził, że nie chce już mieć do czynienia z F1, gdy wie, że nie może tam wystartować, bo to rani mu serce. A jednak...

Właśnie po 6 latach pojechał 115 okrążeń bolidem Formuły 1. Jakby tego było mało, to pojechał na tym samym torze, na którym 6 lat temu jechał bolidem F1 po raz ostatni. Ba! Jechał bolidem tego samego zespołu w którym wystąpił po raz ostatni. I podobno był tak samo szybki co przed wypadkiem.

To uczy, że wszystko jest możliwe. Że nigdy nie można mówić nigdy...


piątek, 19 maja 2017

Rekord świata w naiwności?

Wsiadłem wczoraj do tramwaju, usiadłem i zacząłem czytać książkę. Jak zwykle zresztą podczas podróży komunikacją miejską, gdy nie ma tłoku.

Kilka rzędów przede mną głośno rozmawiało kilku młodych chłopaków. Jeden drugiemu pokazywał jakieś sztuczki, które się nauczył.

- No to teraz pokażę ci ostatni myk, którego się nauczyłem u kumpla. - Usłyszałem jednego z nich.
- Jaki? - Odpowiedział drugi, z plecakiem koło nogi.
- Daj mi swój portfel.
- Nie, no co ty... - Żachnął się drugi.
- Boisz się? - Zarechotał pierwszy. - Przecież ci nic nie ukradnę.
- No ale po co go chcesz?
- Pokaż ile masz pieniędzy, a ja zrobię tak, że będziesz miał dwa razy tyle.
- Jaja se robisz, tak? - Drugi wątpił.
- Kurwa! Zaraz się przekonasz! - Oburzył się pierwszy. - To ile masz w portfelu?

Drugi wyciągnął portfel i dał pierwszemu. Trzeci nic nie mówił, tylko uśmiechał się tak jakoś... znacząco.

- 50 zł masz tylko? - Pierwszy był wyraźnie zdegustowany. - To za chwilę będziesz miał stówę.

Pomachał przez chwilę rękoma, powzdychał i dał portfel drugiemu. Ten otworzył go.

- Nadal jest 50 tylko. - Skrzywił się. - Nie wyszło ci, hehe. - Zaczął się śmiać.
- Kurwa, coś zrobiłem nie tak... - Podrapał się po głowie pierwszy. - To może ten numer z dowodem? - Tu zwrócił się do trzeciego.
- Może być łatwiejszy, fakt. - Przerwał swoje milczenie trzeci.
- To znaczy co? - Dopytywał się drugi.
- Zmienię ci numery na dowodzie.
- Ty głupi jesteś! Jak chcesz zmienić? - Zaśmiał się drugi.
- Zaraz ci pokażę.

Dojechaliśmy właśnie do przystanku i otworzyły się drzwi tramwaju. Wszystko stało się błyskawicznie. Pierwszy i i trzeci nagle wyskoczyli z tramwaju, zostawiając zaskoczonego drugiego, oczywiście bez portfela. Po chwili drugi się zorientował i zaczął krzyczeć na cały tramwaj: "Złodzieje! Złodzieje! Okradli mnie!"

Facet, który tuż obok nich siedział, zaczął się go pytać czy to nie jest jakiś żart, ukryta kamera czy coś. Chłopak odpowiadał, że nie. Że przyjechał do Warszawy na wycieczkę, wsiadł z nimi na Żeraniu (ponad 10 przystanków od miejsca, w którym ja wsiadłem) i zaczął rozmawiać. I że pierwszy raz ich widział na oczy.

Powiedzcie mi: jak tępym i kompletnie naiwnym trzeba być, żeby obcemu facetowi z własnej nieprzymuszonej woli dawać do ręki portfel i to portfel, w którym ma się wszystkie dokumenty, karty i pieniądze?

czwartek, 30 marca 2017

Cywilizacja!

Niedaleko mojej ulicy postanowiono zadbać o porządki na chodniku. Postawiono donice z kwiatami, przybyła stacja Veturilo, parkowanie samochodów ograniczono do minimum. Jednym słowem: cywilizacja!





Ale gdy podejdziemy bliżej to już nie bardzo...






Smoleńsk 44 pomścimy!

środa, 15 marca 2017

Jak osiągnąć zysk w handlu?

Gdy mieszkałem w centralnej części Warszawy, korzystałem z kilku galerii handlowych w szeroko rozumianym centrum. Był tam i Auchan, i Real, i Carrefour, i Tesco. W każdym z nich był taki rejon (półka, lada chłodnicza etc), na których były wykładane produkty z bliskim końcem daty przydatności o obniżonych cenach. Normalna sprawa w każdym chyba hipermarkecie w Polsce. Normalna, więc tłumu tam nie było. Ba! Nie było nawet jakiegoś większego zainteresowania. Czasami ktoś tam podszedł, popatrzył. Ja zresztą też w takie miejsca zaglądam.

Gdy przeprowadziłem się na Pragę, zacząłem odwiedzać Warszawę Wileńską - galerię handlową, w której mieści się Carrefour. Gdy poszedłem tam pierwszy raz na zakupy, w alejce z masłami, mlekiem i jajkami zauważyłem ogromny tłum. Zaintrygowany podszedłem. To był tłum samych starszych kobiet (nie żebym to wyśmiewał, ale moherowe berety to był strój obowiązkowy) z wózkami, które to kobiety najwyraźniej na coś czekały. Jako że wybierałem masło, to chwilę tam stanąłem i byłem świadkiem sceny następującej: jakaś pracownica podjechała takim ręcznym widlakiem, na którym były jakieś skrzynki z mlekiem i jajkami, położyła to na środku alejki i rzuciła głośno: dzisiejsza dostawa!

Co tam się wtedy działo! Te baby dopadły do tej skrzynki, zaczęły brać te mleka do wózków. Niektóre były nawet poumawiane ze sobą, bo jedna zagarniała dobra, druga ładowała, a trzecia sprawdzała w czytniku ceny.

Te, które stały dalej, zaczęły napierać wózkami i krzyczeć, że ma starczyć dla wszystkich. Jakaś kobieta chwyciła z sześć maseł, druga chciała jej to wyrwać. Zmasakrowały jedno opakowanie, pobrudziły się. Rozerwane opakowanie rzuciły w kąt.

Zaszokowany podszedłem do dwóch pracowników, którzy stali obok i nie ukrywali śmiechu. Spytałem się o co chodzi. To darmowe produkty czy co? Odpowiedzieli, że nie. Że są przecenione, choć nawet nie tak dużo. A to są cykliczne scenki. Kobiety przyjeżdżają z okolicznych wiosek (tak jak pisałem - w tym samym centrum jest stacja kolejowa), skrzykują się i takie sceny można oglądać codziennie.

Po tej scenie postanowiłem zrobić mały eksperyment socjologiczny i objechałem prawie wszystkie hipermarkety w Warszawie. W podobnych godzinach. Nigdzie nie byłem świadkiem takich scen, a we wszystkich półki z przeterminowanymi produktami były.

I odkąd w tym Carrefourze kupuję, to widzę stado owózkowanych, omoherowanych kobiet czekających w alejce nabiałowej na pracownicę z paletą. Stoją po prostu i czekają. Rozmawiają sobie, plotkują, ale czujność wykazują dużą.

Dlaczego o tym piszę? Otóż okazało się niedawno, że Carrefour w Wileńskiej ma największą sprzedaż w Polsce. Dziwiłem się temu, bo ani to nie jest jakiś największy sklep, ani z jakimiś odmiennymi towarami. Fakt, jest świetnie skomunikowany - tramwaje, metro, kolej. Teraz już się nie dziwię...

wtorek, 28 lutego 2017

Pusty dom rodzinny.

Najpierw odeszli rodzice. Potem wyprowadziła się siostra. Następnie ja stałem się warszawiakiem. W naszym domu rodzinnym został sam brat.

Po kilkunastu kolejnych latach podjął decyzję o przeprowadzce. Brat decyzję podejmuje długo, ale jak już ją podejmie, to w życie wciela ją bardzo szybko. Wyprowadził się w ciągu tygodnia.

Nasz rodzinny dom opustoszał.

Ja to bardziej przeżywam niż brat. Wiadomo - przeprowadził się do lepszego mieszkania. Z całego serca popieraliśmy jego decyzję. Nie ma co jednak ukrywać: minęła pewna symboliczna dla nas epoka...

wtorek, 21 lutego 2017

Walentynki są dla każdego.

Święto Zakochanych już przebrzmiało, ale chcę jeszcze do niego wrócić. Z powodu pewnej refleksji, która mi się nasunęła po pewnej scence rodzajowej, której kilka dni temu byłem świadkiem przed moim blokiem.

Wyrzucałem akurat śmieci i przystanąłem przez chwilę przed wejściem do klatki. Do wejścia dotaczał się akurat jakiś wielbiciel twórczości Mickiewicza (wzrok mętny, suknia plugawa). Nie wiem czy chciał wejść, ale w pewnym momencie zatrzymał się i popatrzył na starszego człowieka, który wyglądał na parterze przez okno.

- Czy z okazji Walentynek poratowałby mnie pan dwoma złotymi? Lub więcej? - Szarmancko zagaił rozmowę wielbiciel Mickiewicza.
- No ale ty nie masz żadnej dziewczyny. - Starszy człowiek z parteru najwyraźniej go znał.
- Fakt. No nie mam, ale chciałbym dziś się nawalić tak świątecznie.

W tym szczególnym dniu, zwanym Walentynkami, każdy ma prawo poczuć się odświętnie.

wtorek, 31 stycznia 2017

Metoda na parafii pieczątkę?

Wczoraj w naszym bloku uskuteczniano kolędę. Ja z Inią się nie załapaliśmy, bo akurat Inia była na zajęciach informatycznych w PKiN, a ja ją odbierałem. Gaiia spędziła więc kilkanaście minut z księdzem sama.

Dziś zaskoczył mnie domofon i głos, w miarę męski, który z tegoż domofonu się rozległ:

- Szczęść Boże.
- Dzień dobry. - Odparłem.
- Dzień dobry. - Trochę speszony głos odpowiedział. - Czy był u Pana wczoraj ksiądz (tu podał nazwisko) z wizytą duszpasterską?
- Tak, był. A co się stało?
- Czy nie zostawił czegoś u Państwa?
- Nie... Raczej nic nie zauważyliśmy. A co miał zostawić?
- No... Pieczątkę gdzieś przez przypadek wczoraj zostawił.
- Aha. To nie widzieliśmy jej u nas.
- Dziękuję. Szczę... Do widzenia.
- Do widzenia.

Potem słyszałem jak jeszcze wielokrotnie dzwonił domofonem do innych mieszkań.

Zastanawiam się co może grozić parafii, gdy ktoś znajdzie taką pieczątkę i użyje? Wystawi in blanco akta chrztu czy ślubu? Odpuszczenie grzechów sobie pokwituje?

środa, 18 stycznia 2017

Lektury przymusu konsekwencje.

Inia posiada już swój smartfon, tablet i laptop. Nic więc dziwnego, że informacje konsumuje z tych trzech źródeł, czyli z Internetu. Dużo czyta, ale z ekranu.

Owszem, książki czyta. Jeśli weźmiemy pod uwagę średnią szkolną to czyta dużo. Kilka lat temu, gdy nauczyła się czytać bezgłośnie, to miała fazę na czytanie bez przerwy, ale potem nadeszła informatyka i jej przeszło.

Od jakiegoś roku obserwowałem, że czytanie lektur idzie jej naprawdę ciężko. Janko Muzykant. 40 stron? Męczyła się dwa dni. Jakaś inna nowela? Nie lepiej.

Aż jakiś miesiąc temu odkryła Harrego Pottera. Poszczególne książki po 700-800 stron. I co? Inia czyta jedną część dwa-trzy dni, a ostatnie to nawet w półtora dnia.

Jaki z tego morał? Jeśli szkoła chce, by dzieci wpoiły sobie chęć czytania, powinny bardzo krytycznie spojrzeć na dzisiejszy wykaz lektur. Bardzo, ale to bardzo krytycznie.