piątek, 30 grudnia 2016

Detektyw.

Wczoraj poczułem się jak detektyw Krótkowski na trupie, znaczy na tropie.

Jak wiemy od lat problemem polskich chodników i trawników jest to, co pies wydala, a co jego właściciel nie sprząta. Problem ten problemem jest większym w czasie roztopów. Śnieg resetuje wszystko. Na śniegu pies się załatwia znacznie łatwiej, bo ładunek znika. A pod śniegiem znikają granice świata poznanego. Środek chodnika nieośnieżonego nie dla wszystkich właścicieli psów jest dobrym miejscem na zostawienie ładunku, ale środek chodnika ośnieżonego już tak. Bo pod śniegiem nie widać. A jak nie widać, to problem znika. To nic, że wielokrotnie sprawdzone empirycznie doświadczenie mówi, że śnieg tylko konserwuje psie ładunki i ich nie rozkłada. Człowiek jest zbyt mądry, by o takich sprawach pamiętać.

Wczoraj właśnie nastąpił jeden z tych momentów. Roztopy. Gówien potopy.

Niestety musiałem tymże zasranym chodnikiem dostać się do przystanku. Szedłem więc ze wzrokiem wbitym w podłoże, żeby uniknąć niespodzianek.

W pewnym momencie zauważyłem ślady butów zaczynające się od jednego, wyjątkowo pokaźnego ładunku. Ślady buta lewego i prawego. Podkreślam to, bowiem po kilkunastu metrach stanąłem jak wryty. Otóż w tym miejscu urywał się zasrany ślad buta prawego. Pozostawał równie zasrany ślad, ale tylko buta lewego.

Można zaryzykować tezę, że w tym miejscu doszło do jakiegoś ważnego wydarzenia, by nie powiedzieć: przełomu.

Zaintrygowany poszedłem dalej tropem zasranego śladu buta lewego. Zauważyłem, że ślady lewe były zaznaczone mocniej, ale jednocześnie położone rzadziej. Zaczęły też kierować się w stronę trawnika. Aż pojawiły się na tymże trawniku. I były posuwiste. I obunożne. Tak jakby ktoś zauważył, że wdepnął w ładunek i skakał na jednej nodze w stronę trawnika, żeby wytrzeć podeszwę buta.

Sęk w tym, że chyba nie zauważył, iż w ładunek wszedł obydwoma butami. Z tego miejsca na trawniku znów bowiem prowadziły ślady lewej ufajdanej podeszwy. Prawego śladu nie zauważyłem. Do czasu. Po kilkunastu metrach na chodniku można było dostrzec kolejny ładunek. Rozciapciany. Od tego ładunku znów odchodziły ślady. Podeszwy lewej i ponownie podeszwy prawej.

No tak, miałem do czynienia z tak zwanym roztopowych cyklem miejskim...

Z okazji Nowego Roku życzę wszystkim jak najmniejszych wpadek... ;-)

2 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Roztopy? Tak bez śniegu i przy przymrozkach?

Pomyślnego :-)

Lukasz Blazejak pisze...

U nas były przymrozki. ;-)