poniedziałek, 31 października 2016

Analogowy, czyli z dupy taki.

Ciągnę dalej temat nowomowy młodzieżowej, bowiem byłem dziś świadkiem rozmowy, która rozbawiła mnie do łez.

W metrze naprzeciwko mnie siedziało trzech chłopaków. Z wyglądu gimnazjum. Raczej nie liceum. O czymś rozmawiali. W którymś momencie jeden z nich odezwał się:

- Ten pomysł to raczej analogowy taki jest.
- Jaki? - Zdziwił się drugi.
- No... Analogowy.
- Ty chyba nie wiesz co znaczy analogowy! - Zaśmiał się drugi
- Wiem! - Zaperzył się pierwszy.
- No to wyjaśnij.
- Analogowy, czyli analny, czyli z dupy taki.
- Aha. No chyba że tak.

Nikt się nie roześmiał. Wzięli więc chyba to wyjaśnienie na poważnie. Nie wiem więc czy miałem do czynienia ze świadomą nowomową pomieszaną z humorem absurdalnym czy jednak z niewiedzą.

Nic to. Najważniejsze, że poznali nowe słowo.

środa, 12 października 2016

Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

W spokojny weekend to było. Można by nawet rzec: w weekend senny.

Na korytarzu rozlegają się szybkie kroki. Walenie do drzwi sąsiadów naprzeciwko. Młode małżeństwo tam mieszka. W sumie nie możemy się skarżyć na ich zachowanie. Może poza tym, że ich pies lubi się czochrać o naszą wycieraczkę, bez reakcji z ich strony.

Usłyszałem awanturę za drzwiami, więc wyjrzałem przez Judasa, by stwierdzić co się stało. Usłyszałem mniej więcej taki dialog:

- Państwo zalewacie mi mieszkanie już drugi raz w tym tygodniu! Łazienka cała w zaciekach!
- Nie zauważyliśmy, przepraszamy.
- Ale jak to nie zauważyliście??
- Pewnie pękła gdzieś rura przy wannie albo pralce. Tam gdzieś w środku...
- A co to mnie obchodzi? Zaraz do prezesa spółdzielni napiszę, żeby was, jasna cholera, wyeksmitował!
- Po co te nerwy? Wyliczy pani wartość szkody, a my pokryjemy koszta remontu. Trzeba tak od razu krzyczeć, nie można się dogadać?
- Zapłacicie mi tak, że się w życiu nie wypłacicie!

Machnęła ręką i poszła do siebie piętro niżej. Po drodze jeszcze krzyczała, że na policję zadzwoni.

Za jakiś kwadrans przyszli z wyższego piętra fachowcy, popukali, pooglądali. Poszli niżej. Wrócili. I znów poszli.

Po kolejnym kwadransie wyszedłem wyrzucić śmieci. Natknąłem się na owych sąsiadów wracających z dołu. Pytanie mi zadali.

- Dzień dobry. Czy państwa nikt nie zalał?
- Nie, na szczęście nie. - Odpowiedziałem.
- Bo my zalaliśmy sąsiadkę z dołu, ale okazało się, że ta sąsiadka z dołu też zalała mieszkanie pod nią, a i u nas na suficie są zacieki. Ekipa remontowa sprawdziła, że pękła rura w całym pionie i lało się przez cztery piętra.
- Chwileczkę, zaraz sprawdzę czy u nas się nic nie dzieje. - Szybko zajrzałem do łazienki i wróciłem. - Nie, nie ma żadnych problemów. Ale... - urwałem nagle słysząc jakieś krzyki piętro niżej. - co się tam dzieje?
- To sąsiadka z dołu. - Roześmiała się dziewczyna. - Od nas za zalanie żądała nie wiadomo jakich pieniędzy, a sama zrobiła awanturę jej sąsiadce z dołu, gdy ta słówkiem wspomniała o odszkodowaniu.
- Cóż, niektórzy ludzie tacy są. - Dodałem i pożegnałem się.

Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. Albo - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Przysłowia to jednak mądre są. Tylko szkoda, że ludzie do nich często nie dorośli.