poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Piąty list do mieszkańców.

To, co we współżyciu blokowym najbardziej mnie śmieszy, to korespondencja naszego króla, czyli prezesa spółdzielni mieszkaniowej. Ile razy zastaję w skrzynce list od niego, tyle razy pękam ze śmiechu i długo nie mogę przyjść do siebie. Listy te są napisane językiem będącym skrzyżowaniem komunistycznej nadętej nowomowy z potocznym językiem wujka Józka. Daje to efekty przekomiczne. Pojawiają się najczęściej w wyniku jakichś wydarzeń, ale w miarę cyklicznie. W sobotę dostaliśmy kolejny. Jest jeszcze śmieszniejszy niż zwykle. Wyjaśnię dlaczego.

Od jakiegoś czasu blok nie był sprzątany. Dotychczasowy gospodarz najpierw udał się na ponadmiesięczny urlop, a potem, gdy wrócił, sprzątać przestał, bo - jak oświadczył - gospodarzem już nie jest. Od tego momentu co jakiś czas jakiś nieznany pan trochę ogarniał główną klatkę schodową, ale reszty już nie dotykał. Pokłady kurzu narastały, narastały, aż wreszcie ktoś się wkurzył i na tablicy ogłoszeń przyczepił kartkę, na której wielkimi literami był zamieszczony napis: "Niech ktoś w końcu posprząta korytarze, bo od dawna nie widziały miotły!". Napis był dodatkowo podkreślony pisakiem fluorescencyjnym w kolorze wściekły róż. Jeżeli ktoś używa koloru wściekły róż, to musi być na granicy wybuchu furii, nie ma to tamto.

Kartka zniknęła na drugi dzień rano. W ciągu następnym kilku dni blok został wymieciony do czysta. List prezesa do mieszkańców musiał pojawić się lada dzień. I pojawił się. Prezes spółdzielni na początku apeluje do osób rozwieszających anonimy, żeby podpisywały się, bo nie wie do kogo kierować wyjaśnienia. Aha. Potem przyznaje, że rzeczywiście - ostatnio było trochę brudno, więc przeprasza. Drugie zdziwienie pt: "Aha". A następnie wyjaśnia, że poprzedni gospodarz się zwolnił, a następnego nie dają rady zatrudnić. Dlaczego? I tu następuje zdanie, które mnie rozbroiło kompletnie. Przytoczę je w całości:

Osoby, z którymi Zarząd prowadził rozmowy w sprawie zatrudnienia na ww. stanowisku jako główną przeszkodę podawały relatywnie niskie wynagrodzenie za pracę, stawiając żądania płacowe (uczciwie mówiąc niewygórowane) na które nie byłoby pokrycia w tegorocznym planie gospodarczym Wspólnoty.

Czy ta uczciwość nie jest urocza?

3 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Uczciwość urocza, szczerość przytoczonego fragmentu rozbrajająca.

http://adewma.blog.pl/ pisze...

hehe, urocza, owszem ;)

Lukasz Blazejak pisze...

Szkoda, że tylko w pismach tak jest...