środa, 13 lipca 2016

Ich czworo.

5 lipca minęła trzynasta rocznica naszego ślubu. To smutne wydarzenie postanowiliśmy uczcić udając się na jakieś przedstawienie. Jak się katować to do skutku.

Wybieraliśmy między kilkoma teatrami i kilkoma przedstawieniami. W końcu wybraliśmy Teatr Polonia i sztukę "Ich czworo".

Fundacja Jandy jest właścicielem dwóch teatrów: Och-teatru i Teatru Polonia. Oba stworzone w byłych kinach. Och-teatr (od kina "Ochota") ma lżejszy repertuar. Byliśmy tam na "Trzeba zabić starszą panią". Teatr Polonia to poważniejszy repertuar i to widać, także po siedzibie teatru.

Obsada wyśmienita. Jerzy Stuhr, Sonia Bohosiewicz, Iza Kuna, Renata Dancewicz. Amanta grają na przemian Tomasz Kot albo Antoni Pawlicki. My trafiliśmy na tego drugiego aktora, ale moim zdaniem poradził sobie z rolą wyśmienicie.

Akcja tragifarsy rozpoczyna się w Wigilię Bożego Narodzenia, kończy zaś pierwszego dnia kolejnego roku. Mąż i żona, żyjący wprawdzie w jednym domu, ale zupełnie osobno, próbują każde na swój sposób i zgodnie ze swoimi przekonaniami ułożyć swoje życie. On wycofuje się ze świata i żyje pracą, ona szuka pocieszenia w relacji z innym mężczyzną. Ich codzienność ukazana jest ze swoistym, ironicznym humorem, skrytym głownie w rozmowach, jakie ze sobą prowadzą.

Niemym świadkiem kryzysu tej rodziny jest także Lila, dziecko, które nie mając na nic wpływu, musi odnaleźć się w sporze rodziców. Uwikłani w siatkę wzajemnych pretensji, wyrzutów, nieszczerości i obaw bohaterowie wzbudzają więc z jednej strony śmiech, ale też prowokują do zastanowienia nad kosztem, jaki ponosi w tej historii dziecko.

Opowieść o typowym trójkącie małżeńskim należy do jednego z najbardziej znanych utworów Zapolskiej. Została wystawiona po raz pierwszy we Lwowie w 1907 roku i do tej pory doczekała się blisko 100 inscenizacji. Reżyserujący sztukę Jerzy Stuhr mówi o niej: To bardzo aktualny tekst, bo mówiący o rozpadzie rodziny widzianym oczami dziecka, dziecka świadomie przeżywającego ten dramat. A z drugiej strony ‘Ich czworo’ to tragifarsa śmieszna i drapieżna. Takie połączenia kocham najbardziej.

Sztuka Zapolskiej to tragikomedia. W sumie bardziej tragedia niż komedia, bo losy dziecka są mało optymistyczne do końca. Jednak były tak mocne momenty komediowe, że doszło nawet do tego, że po jednym dialogu Bohosiewicz z Pawlickim nie wytrzymali i zaczęli się śmiać razem z żywiołowo reagująca publicznością. Pierwszy raz widziałem w teatrze taką scenę, ale trzeba przyznać, że była wyjątkowo komiczna, a reakcja publiczności była tak mocna, że mało który aktor by to wytrzymał i się atmosferze nie poddał.

Szczerze polecam. I teatr, i sztukę. Nawet jeśli ktoś akurat nie obchodzi rocznicy ślubu.