czwartek, 16 czerwca 2016

Co może pójśc nie tak?

Co może pójść nie tak podczas spokojnego niedzielnego spaceru? No co?

Umówiliśmy się z Gaiią i Inią w niedzielę na spacer po Starówce. One poszły do kościoła, a ja miałem do nich dołączyć za godzinę. Dołączyłem punktualnie. I czekałem jeszcze pół godziny, bo to była msza prymicyjna, czyli dłuższa.

Czekając usiadłem w parku na ławce i zacząłem czytać. Po jakimś czasie obok usiadł jakiś facet w nieładzie i z błędnym wzrokiem. Coś tam przez jakiś czas mamrotał i nagle wyrzucił przed siebie treść swojego żołądka. Był częściowo odwrócony w moją stronę, więc parabola lotu sugerowała, że niestrawiona substancja żołądkowa może zawadzić o mnie. Uświadomiłem sobie to na tyle błyskawicznie, że zdążyłem odsunąć nogi.

Facet z pustym wnętrzem wyglądał nadal nieszczególnie, więc czym prędzej przesiadłem się na drugą ławkę. Gdy już tam usiadłem, pomyślałem sobie: "Ufff, tak mało brakowało, by doszło do katastrofy."

W końcu pojawiły się moje Kobitki. Pojechaliśmy na Starówkę. Przechadzamy się nieśpiesznie, jak to na spacerze. W końcu postanowiliśmy zjeść jakiegoś loda czy gofra. Po dość długim poszukiwaniu lokalu, który przypadłby nam do gustu, znaleźliśmy takowy za Barbakanem. Inia zamówiła loda, my po gofrze. Zabrałem się właśnie do zjadania tegoż. Przechyliłem gofra i... cała śmietana z czekoladową polewą wylądowała na: stole, mojej dłoni i... moim kroczu.

W łazience dokonywałem cudów, by zmyć ten cały ładunek z siebie, co było dość trudne zważywszy na brak ciepłej wody, cieniutki papier i wyjątkowo wysoką zawartość tłuszczu w polewie. W końcu doprowadziłem do tego, że dałem radę wyjść z łazienki. Tylko że jeszcze trzeba do domu dojechać...

Schodzimy ze Starówki na bulwary wiślane. W naszą stronę zaczął jechać samochód Straży Miejskiej. Panika. Zatrzymają mnie za sianie zgorszenia w miejscu publicznym! Jak ja im się wytłumaczę? Co powiem? Że dużo bitej śmietany mi spadło na krocze i do tego czekolada...? To nie dość, że zatrzymają mnie za sianie zgorszenia, to jeszcze spałują za obrazę moralności!

Zatrzymali się i wysiadają. Zamykam oczy i już, już czuję na sobie uderzenia pałek. Po chwili otwieram oczy i widzę, że skręcili w stronę źle zaparkowanego samochodu. Uff...

Żeby wam unaocznić jak to wyglądało, zrobione zostało mi zdjęcie. Zastanawiałem się czy pokazać je, bo pornoli na moim blogu jeszcze nie było, ale jednak je wkleję. Proszę państwa, oto zdjęcie mojego... hmm... krocza. Spodnie zdążyły wyschnąć, warstwa bitej śmietany z polewą czekoladową powierzchni spodni trzyma się twardo.




Myślicie, że to już koniec? O nie! Po jakimś czasie zacząłem odczuwać problemy gastryczne. Najwyraźniej się tym gofrem (albo dodatkami) strułem. Drogę do domu pokonałem blady i w stresie czy na pewno zdążę.

To nadal nie jest koniec. Po praniu okazało się, że plamy na spodniach nadal są...

czwartek, 2 czerwca 2016

Szynka wegetariańska.

Kiełbasy w sklepach mają coraz bardziej wymyślne nazwy. Opisywałem kiedyś sytuację, gdy jeden staruszek myślał, że "szynka wędzarza" to "szynka z nędzarza" i nie zdecydował się jednak na jej zakup, bo z "nędzarza to pewnie sama skóra i kości". Dochodzi nawet do tego, że same sprzedawczynie popełniają błędy...

Kilka dni temu dokonywałem zakupów w sklepie niedaleko nas.

- Poproszę tę szynkę z liściem. - Poprosiłem ekspedientkę przy stoisku mięsnym.
- Tę? - Pokazała na inną obok.
- Nie, tę po prawej. - Doprecyzowałem.
- Aaaa! Z liścia znaczy?
- To ona z liścia jest? - Zdziwiłem się. - To może inną, bo nie jestem wegetarianinem.
- Ale ona bardzo dobra jest.

Sprzedawczyni raczej nie zorientowała się o co mi chodziło...

BTW: A co wasze dzieci dostały na Dzień Dziecka? Inia miała do wyboru porządną hulajnogę albo Minecrafta. Wybrała hulajnogę i od poniedziałku codziennie wieczorem na niej śmiga. Minecrafta kupiła jej za to babcia. ;-)