poniedziałek, 23 maja 2016

To-nie-my, czyli jak ważny jest akcent.

Niestety znów będzie o remoncie.

Zaczął się niedawno remont na naszym piętrze, ale w dalszej części bloku. Dlatego też remont jest dla nas nieuciążliwy, nieinwazyjny, cichy.

Zauważamy go najwyżej wtedy, gdy co kilka dni robotnicy korzystają z windy obok nas. Pewnie dlatego, że korzystają jednocześnie z dwóch ciągów naraz. A tak poza tym cisza, nic się nie dzieje.

Dziś, w ten pochmurny i deszczowy dzień, coś się jednak zaczęło dziać. Wiele krzyków i hałasu na klatce schodowej. Tak wiele, że aż zaintrygowany wyszedłem zobaczyć co się dzieje. Nic nadzwyczajnego. Kilku robotników taszczy wiele różnych sprzętów. Najwyraźniej nie są to jednak ci od mieszkania na naszym piętrze, bo szli na piętra wyższe.

Poszedłem do siebie i zagłębiłem się w pracach domowych. Nagle słyszę potężny huk. Za chwilę rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. Jak oparzony skoczyłem do drzwi. W progu stał jakiś facet, w ubraniu roboczym.

- Przepraszam pana, ale toniemy!  - Krzyknął.
- Cholera, gdzie? Górę zalało? Padać to chyba nie tak mocno pada? - Odkrzyknąłem bezwiednie.

Facet na mnie popatrzył jak na wariata. Dopiero po chwili wybuchnął śmiechem.

- Ja tylko chciałem powiedzieć, że ten wielki huk, to nie my. To nie nasza wina. To ktoś u góry. To-nie-my! - Zaakcentował każdą sylabę. - A nie to-nie-my. - Stwierdził, teraz dla odmiany akcentując drugą sylabę od końca. - My te mieszkanie na tym piętrze remontujemy. Akurat przewoziliśmy cement windą, ale to-nie-my. - Powtórzył, akcentując prawidłowo.
- Aha! - Zrozumiałem o co chodzi. - To dziękuję za informację. Zwłaszcza że zaczęło jednak padać. - Zacząłem się śmiać.

Facet znów popatrzył na mnie dziwnie i poszedł w swoją stronę.

Następnym razem chyba jednak zastanowi się nad sensem powiadamiania mnie. Zwłaszcza w deszczowy dzień.