sobota, 31 października 2015

Szynka z pedała.

Chciałem wejść do sklepu, gdy podszedł do mnie pewien nurek.
- Hej Legia. - Przywitał się.
Nie zareagowałem.
- To co, Polonia? - Skrzywił się.
- Nie Polonia i nie Legia. Nie oglądam piłki nożnej. - Odparłem.

Popatrzył na mnie dość dziwnie i oddalił się spiesznie w kierunku innego nurka stojącego nieopodal. Wchodząc do sklepu zdołałem jeszcze usłyszeć następujący dialog:
- Dał coś?
- Nie, nawet nie prosiłem.
- Dlaczego?
- To pedał jakiś.

Innym razem stoję w kolejce przed stoiskiem mięsnym. Przede mną starsza para zastanawia się jaką wędlinę kupić. Starsza pani coś tam starszemu panu szepnęła. On pokręcił z kolei głową i rzekł:
- Szynka z nędzarza? To będą same żyły i kości!

Patrzę na nazwę tej wędliny. Nazwa brzmi: "Szynka wędzarza".

Życie to jednak pasmo słownych zaskoczeń, nieprawdaż?

wtorek, 20 października 2015

Nie nadużywaj dobrotliwości policjanta swego.

Już drugi miesiąc zmagamy się z remontem przystanków koło nas. Pisałem o tym. Najgorszy będzie ostatni tydzień przed oddaniem nowych przystanków do użytku. Trasa linii objazdu jeszcze się skróci i zniknie przystanek niedaleko mojego bloku. Ale to dopiero od soboty. W piątek autobus miał jeździć jeszcze trasą wcześniejszą.

Stoję na przystanku i widzę, że w oddali nadjeżdża autobus właśnie. Ustawiłem się w gotowości, ale... Spostrzegam, że autobus zamiast jechać prosto, to skręca! Kierowcy pomyliły się dni zmiany trasy czy co?

Popatrzyłem na ludzi wokół. Zauważyli to również i również byli tym wkurzeni. Tym bardziej że linia zastępcza ma znacznie gorszą częstotliwość i następny autobus byłby dopiero za kwadrans.

No nic. W ciągu 15 minut dojdę piechotą do następnego przystanku, gdzie może trafię już na tramwaj. Poszedłem więc. Nie szedłem szybko. Na rogu 11 Listopada i Inżynierskiej rzeczywiście zauważyłem, że na światłach stoi tramwaj i za chwilę podjedzie na przystanek. Tylko że cykl świateł jest tam dość skomplikowany, więc musiałbym czekać dwa cykle, a tramwaj rusza już po jednym. Nie zdążę...

Zauważyłem jednak, że za tramwajem stoi... ten autobus, który mi uciekł. Jego trasa częściowo pokrywa się z linią tramwajową, ale na tym skrzyżowaniu, na którym stałem, skręca w inną stronę i przystanek ma gdzieś indziej. Stwierdziłem, że pobiegnę do tegoż autobusu właśnie. Autobus ruszał, ale ja miałem jeszcze czerwone światło. Rozejrzałem się wokół. To był ten martwy moment, w którym samochody z naprzeciwka jeszcze nie ruszają. Pobiec na skos? Ale obok mnie na przejściu czeka policjant... Trudno! Pobiegłem więc na czerwonym na skos do przystanku. Autobus dopiero podjeżdżał. Wsiadłem.

W autobusie była tylko jedna kobieta. No tak. Kierowca ominął dwa najważniejsze przystanki...
- A pan chyba zapomniał, że zmiana trasy jest dopiero od jutra? - Zwróciłem się do kierowcy.
- Co? - Kierowca udawał, że nie wie o co chodzi lub faktycznie nie wiedział.
- Zamiast skręcać z 11 Listopada powinien pan jechać jeszcze prosto do następnego przystanku. - Wyjaśniłem.
- Aaaaa. - Zaskoczył kierowca. - Faktycznie.

Nagle za swoimi plecami usłyszałem:
- Pan to jednak jest wyjątkowo bezczelny!

Odwróciłem się. Za mną stał ten policjant, którego widziałem na przejściu dla pieszych. I te słowa kierował... do mnie.
- Słucham? - Odrzekłem kompletnie zaskoczony.
- Mówię, że pan jest naprawdę bezczelny! - Dodał, cokolwiek piskliwym głosem, co powagi mu nie dodawało, a wręcz przeciwnie.
- Nie rozumiem... - Dodałem.
- Nie dość, że przebiegł pan na czerwonym, choć widział, że stoję obok niego, to jeszcze nie zatrzymał się pan, gdy go wołałem!

Już chciałem stwierdzić, że trudno usłyszeć kogoś słowa w hałasie ulicy, jeśli słowa owe wypowiadane są tak cienkim głosikiem. Powstrzymałem się jednak, bo po co mu robić przykrość? Dodałem więc tylko, że przepraszam, ale nie słyszałem jego zawołań.

Po chwili byliśmy już na przystanku końcowym, więc spojrzałem na niego pytająco. Nic nie odpowiedział, tylko pogroził palcem. Wysiadłem więc i szybko podążyłem w stronę metra. Po drodze było jeszcze kolejne przejście z sygnalizacją świetlną. Przystanąłem więc i czekałem na zmianę światła na zielony. W pewnym momencie kątem oka zauważyłem, że ów policjant stoi niedaleko mnie i z uwagą mi się przygląda. Na twarzy widniał mu złośliwy uśmieszek, a w ręku trzymał bloczek. Pewnie mandatowy.

No tak. Gdybym teraz przebiegł przez ulicę, to mandat dostałbym na 100 procent...

środa, 7 października 2015

Relax, man.

Od ponad miesiąca koło naszego bloku modernizują przystanki tramwajowe. Będą modernizowali jeszcze następny miesiąc. Gdy zmodernizują je, będzie naprawdę świetnie, ale do tej pory musimy się borykać z utrudnieniami. Utrudnienia są dość poważne, bo trzeba było rozkopać 2/3 ulicy i zamknąć dojazd z jednej strony. W związku z tym trasa autobusu zastępczego zmieniała się jak w kalejdoskopie. Co kilka dni była inna. W końcu od dwóch tygodni wyklarowała się i stała się jednokierunkową, to znaczy od Wileńskiej prowadzi w stronę naszego bloku, a gdy dojeżdża w jego okolice to zawraca i jedzie z powrotem.

Dziś też tą linią jechałem. Usiadłem z przodu, koło mnie jakiś staruszek. Wyglądał na trochę znudzonego, a gdy staliśmy w korku wyraźnie drzemał.

Na jednym z przystanków wsiadła staruszka, usiadła obok nas. Rozejrzała się wokół i zagadnęła znudzonego staruszka:
- Dokąd tym autobusem dojadę, panie szanowny?
- Aaa... nie wiem, proszę pani. - Uśmiechnął się staruszek. - Ja to tak lubię sobie czasami wsiąść do autobusu i jeździć bez konkretnego celu. Tak, by tę nową Warszawę lepiej poznać. - Wyjaśnił.
- Aha. - Staruszka popatrzyła na niego podejrzliwie. - To nie wie pan czy dojadę nim do Wileńskiej?
- Do Wileńskiej dojedzie pani. - Uspokoił staruszek staruszkę. - Tu ma pani rozkład. - Wskazał tablicę. - Ja na Wileńskiej wsiadałem i teraz właśnie jedziemy do Wileńskiej. Zaraz, zaraz... - Coś mu zaczęło nie pasować.

Tu włączył się kierowca, który najwyraźniej tą rozmowę słyszał:

- Proszę pana! Ale to jest trasa okrężna! Autobus jeździ w kółko!
- Właśnie! - Puknął się w czoło staruszek. - Jakoś mi to nie pasowało, bo, wie pan, za trzecim czy czwartym razem to już się zorientowałem, że mijamy ciągle te same przystanki, ale myślałem, że to jakiś objazd i za chwilę pojedziemy gdzieś dalej.
- Bo to jest objazd. - Zaśmiał się kierowca.
- To ja wysiądę na Wileńskiej i wsiądę do innego autobusu, bo, wie pan, jak powiem wnukowi, że przez godzinę jechałem z Wileńskiej na Wileńską, to znów powie, że jestem stuknięty...