czwartek, 24 września 2015

Programistka.

Inia przed wakacjami zdawała egzaminy na dwa kółka zainteresowań. Egzaminy na kółka zainteresowań? Przecież to głupota! Powiecie pewnie. Teoretycznie tak. W praktyce... Kółka zainteresowań są organizowane nie przez szkołę, a przez Pałac Kultury i Nauki, a ściślej młodzieżową jego część, czyli Pałac Młodzieży. Żeby w tych kółkach uczestniczyć, trzeba mieć na starcie jakąś dawkę danej wiedzy czy umiejętności, bo wszystko, co tam się dzieje, jest ponadprogramowe.

Inia wybrała... informatykę i programowanie. Tak, nie malarstwo, nie śpiew, taniec czy coś takiego. Programowanie. Pomyśleliśmy sobie: jeśli chce, to niech spróbuje. Zdała obydwa egzaminy i na zajęcia dostała się. Już po tych egzaminach dowiedzieliśmy się, że Inia trafiła na jakieś legendarne zajęcia, które są wylęgarnią jakichś dziwnych programistów walących potem wszystkich na odlew na olimpiadach. U la la...!

I rzeczywiście. Już na pierwszych zajęciach prowadzący powtarzał, że aby się tu dostać, trzeba było na starcie wiedzieć huhu i jeszcze trochę, a po zakończeniu tych zajęć chciałby, by znacznie łatwiej uczestnikom uczyło się w... liceum. Tak, w liceum! Popatrzyłem potem na program tych zajęć. Poważna sprawa, nawet dla mnie...

Najlepsze jest jednak to, że to są specjalne programy autorskie i wiedzę czy też praktykę dzieci poznają przez zabawę i stopniowo. Jak utworzyć program sterujący deszczem, albo ilością gwiazd na niebie. Inię to już wciągnęło. Bawi się tymi programami, zmienia zmienne i patrzy jakie efekty uzyska. Świetna to dla niej zabawa!

Faktem jest, że Inia coraz mocniej pokazuje, że będzie w przyszłości nakierunkowana na przedmioty ścisłe. Nie wiem jak długo będzie trwała u niej ta fascynacja programowaniem. Wiem jednak, że warto dziecko zapisywać na takie pozaszkolne zajęcia, bo znacząco rozszerza jego wiedzę.

środa, 9 września 2015

Okien to pochwała. I ciszy.

Noc, było dość gorąco. Jednak okna w naszej sypialni i w pokoju Ini zamknięte i zasłonięte żaluzją. Wystarczy, że reszta okien w mieszkaniu jest otwarta i zimniejsze nocne powietrze dociera wszędzie. A zamknięte okna skutecznie odcinają nas od hałasu ulicy. Bardzo skutecznie...

Godzina mniej więcej szósta rano. Obudziły mnie płynące z pokoju dziennego jakieś głosy, krótkie syreny alarmowe. W normalnej sytuacji jeśli słyszy się syrenę, której dźwięk jest nagle urwany w pobliżu, to znaczy, że niedaleko nas coś się stało niespodziewanego, wobec tego możemy czuć się zaniepokojeni. Jednak my się do tego zdążyliśmy przyzwyczaić, bo niedaleko nas jest prokuratura i często przyjeżdżają tu na sygnale policyjne samochody dowożąc aresztowanych na przesłuchania. Dlatego urywane syreny nie zaniepokoiły mnie tak bardzo, ale dużo głosów tak.

Na wpół rozbudzony poszedłem do pokoju dziennego, otworzyłem drzwi balkonowe i... Zmartwiałem. Na dole stało cztery czy pięć samochodów strażackich, kilka policyjnych, mundurowych od groma, a okoliczne okna były obstawiane gapiami. A tuż obok naszego balkonu przemieszczała się właśnie drabina. Przesuwała się w roku budynku aż na dach, czyli musiała przejechać na wprost okna do naszej sypialni.

Popędziłem z powrotem. Otworzyłem okno i... rzeczywiście. Drabina była tak blisko naszego okna, że mogłem ją dotknąć rękoma. Tylko że akurat w tym momencie, gdy otworzyłem, to oczy wszystkich - mundurowych i gapiów - były zwrócone właśnie w stronę naszego okna i ich najbliższych okolic.

Zamknąłem okno. Poszedłem z powrotem na balkon. Popatrzyłem sobie jeszcze raz na dół. Drabina zjeżdżała już w dół. Zauważyłem też, że strażacy wynosili zwinięty już materac ochronny, który się używa, gdy ktoś chce skakać. Czyli to koniec akcji.

Na Chłodnej słyszeliśmy najmniejszy szelest. A tu... Jakim cudem nie usłyszeliśmy przyjazdu prawie dziesięciu pojazdów z syrenami, rozlokowania ich, całej akcji? No jak? Z powodu okien. Nowych, plastikowych, szczelnych jak diabli okien. Jest to więc post-pochwała nowoczesnych okien! ;-)

A dziś dowiedzieliśmy się, że to jeden z mieszkańców, dość uciążliwy, próbował skoczyć z dachu.