czwartek, 9 lipca 2015

Moje wyniki w strojeniu instrumentów.

Dostałem pierwsze wyniki sprzedaży książki. Powiem tak: nie jest to kompromitacja, zwłaszcza że w końcu jestem debiutantem. Jednak mogłoby być lepiej. Nic to, jestem dobrej myśli.

A propos książki to nie zawsze udaje mi się nawiązać jakiś ciekawy dialog. Czasami dlatego, że zwyczajnie nie mam ochoty rozmawiać. Tak było i tym razem.

Złożyło się niedawno tak, że stałem obok pewnego zbiegowiska, którego bohaterką była pewna pani. Jakiś starszy pan chciał jej zrobić zdjęcia. Zapytał się więc:
- Pozwoli pani, że zrobię jej zdjęcie?
- Może jednak nie, bo ja dziś nie jestem umalowana.
- To nic. Mój aparat i tak robi tylko czarno-białe zdjęcia.
Popatrzył na mnie i rzekł:
- Może pan stanąć obok tej pani, bo ma pan taką koszulkę z napisem "Chicago", a ten napis dobrze mi się kojarzy.

Zaskoczony i rozweselony spełniłem prośbę. Po zrobieniu kilku zdjęć staruszek przerwał czynność, więc odsunąłem się na bok. Po chwili jednak znów zostałem przez niego zaczepiony. Zaczął opowiadać o tym, że kiedyś mieszkał w Chicago. Całą historię swego życia rozwijać począł. Nie byłem nią zainteresowany, więc tylko grzecznie potakiwałem głową. W końcu wypalił:
- Pan to chyba musi być stroicielem instrumentów.
- Nie. A dlaczego pan tak sądzi? - Zapytałem się zdzwiony.
- Bo nic pan nie mówi, tylko słucha i słucha.

4 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Takie słuchanie to mi się raczej z psychoterapeutą kojarzy.

http://adewma.blog.pl/ pisze...

ja też kupię, na pewno, ale póki co wciąż o tym zapominam ;)

Lukasz Blazejak pisze...

Mnie również.

Lukasz Blazejak pisze...

Zawsze i nieustająco zapraszam do zapoznania się z książką. ;-)