piątek, 31 lipca 2015

Spiesz się powoli. I pamiętaj o zakrętach.

Idę wyrzucić śmieci. Wychodzę na korytarz, staję przed windą. Naciskam guzik, ale jednocześnie słyszę, że winda już jest w ruchu. Ktoś zjeżdża z wyższego piętra. W końcu winda się zatrzymuje, otwierają się drzwi, wchodzę do środka kabiny i widzę, że w windzie jest jakiś starszy facet. Co jakiś czas go w bloku zauważam. Znaczy - mieszka tu. OK, nie ma problemu. Nie lubię jak ktoś jedzie ze mną w windzie, ale to nie jest sytuacja z gatunku kryzysowych. Jeśli oczywiście nikt nie zachowuje się dziwnie. Ten akurat zaczął się zachowywać... niecodziennie.

Spostrzegłem od razu, że jest ubrany w coś w rodzaju piżamy. Była godzina 16. Widać sąsiad nieźle balował. Chyba tak, bo... zaczął się rozbierać, a dokładniej zaczął zdejmować piżamowe spodnie. W pewnej chwili zamknąłem wręcz oczy, żeby nie patrzeć czy poza tymi spodniami ma ubrane coś jeszcze. Gdy otworzyłem oczy okazało się na szczęście, że miał. Pantalony takie.

Gdy spostrzegłem, że starszy pan zaczyna zdejmować odzież górną, stwierdziłem, że muszę zareagować, póki ta sytuacja nie zabrnęła za daleko.
- Przepraszam, ale co pan robi? - Delikatnie zacząłem.
- Panie szanowny, wybacz pan, ale na dole to ja muszę już być ubrany. - Odpowiedział, czynności rozbierania nie przerywając.
- Rozumiem, ale...
- Panie szanowny. Kolega czeka na dole w samochodzie. Jedziemy do roboty, a ja zaspałem. Gdyby się dowiedział, że spałem, to dopiero by były jaja!
- Aaaaa! - Teraz rzeczywiście zrozumiałem.
- Może pan się przesunąć, bo bluzy nie założę? - Zaczął machać rękoma w celu sfinalizowania tej czynności i rzeczywiście mógłby mnie uderzyć, gdybym się nie przesunął.

Na szczęście winda osiągnęła parter. Przezornie wypuściłem spóźnionego przed siebie, żeby mnie znów nie próbował uszkodzić. Sęk w tym, że uszkodził sam siebie. Za zakrętem usłyszałem głośne "łup" i ujrzałem przebierańca leżącego na podłodze. Poślizgnął się na nogawce spodni, które niedokładnie włożył do torby i do tego zawadził o wycieraczkę.

Spytałem się czy wszystko OK. Odpowiedział, że tak, choć było widać, że twarz ma brudną od kurzu. Poszedłem więc do śmietnika. Właśnie zamykałem drzwi po czynności umieszczenia śmieci w koszu, gdy usłyszałem kolegę przebierańca: "Jak ty wyglądasz! Mogłeś choć mordę umyć po tej libacji!".

Libacja? Też mi coś. Najważniejsze, że nic się nie dowiedział o zaspaniu.

piątek, 24 lipca 2015

Tramwajowe nadymanie analu.

Ostatnio w tramwaju byłem świadkiem takiej rozmowy, że jeszcze teraz na jej wspomnienie mam poczucie zażenowania...

Siedziałem na czteropaku. Naprzeciwko mnie siedziała niska kobieta, za nią matka z dzieckiem. Kobieta niska miała biust wielkości zwiększonej i to na tyle, że wylewał jej się z mikrobluzki.

Po kilku przystankach wsiadła inna dziewczyna, wysoka, i gdy zobaczyła niską z megabiustem pisnęła z radości. Niska pisnęła również. Machnięciem ręki zaprosiła wysoką na siedzenie naprzeciwko niej, czyli obok mnie.

- Cześć Izka! Kopę lat! - Wysoka zaczęła rozmowę.
- Cześć! - Niska się odezwała. - Co u ciebie?
- A nic. Męża mam. W biurze teraz robię.
- A ja nadal szaleję! - Zaśmiała się niska. - Cyce mi się powiększyły hehe.
- Właśnie widzę. A co? Nadal na rurze? - Dopytała się wysoka.
- Nie, już tam nie tańczę. Przebranżowiłam się. W pornolach teraz robię.
- W czym?? - Wysoka aż się zachłysnęła.
- No, w filmach dla dorosłych. Wiesz, barabara i te sprawy. - Zarechotała niska.
- Ja wiem co to są pornole. Nie musisz mi tłumaczyć - Żachnęła się wysoka. - No ale...
- A co dziwnego? Wszystko dla ludzi.
- No niby tak, ale na rurze to nie musiałaś się pieprzyć.
- A skąd wiesz?

Tu nastąpił tak zwany opad szczeny. Opad trwał dość długo. W końcu szczena wróciła do jako takiej formy.

- To ja nie wiedziałam, że na rurze też...
- Taka praca, a klienci byli różni. Jeden chciał to, drugi tamto. - Wzruszyła ramionami niska. - A w pornolach robię to samo, za to forsa większa. No i faceci nie są nachlani.
- Ale nie przeszkadza ci, że cię ktoś może w tych filmach zobaczyć? Znajomi, rodzina?
- Ich sprawa. - Wzruszyła ramionami. - Ja się nie przejmuję, a mój facet to akceptuje.
- Niby ich, ale ja to bym tak nie mogła...
- Kwestia przyzwyczajenia. - Zaśmiała się niska. - Na przykład od kilku dni przygotowuję się do analu i w tyłku mam balonik.
- Do czego? - Wysoka w pierwszej chwili nie zajarzyła.
- No... Że w dupę. - Zaśmiała się niska.
- Aha. - Wysoka zaśmiała się również.

Dalszego ciągu nie usłyszałem. Musiałem wysiąść.

Jestem nowoczesny. I generalnie wszystko fersztejen. Rzeczywiście wszystko jest dla ludzi. Tylko dlaczego w tramwaju? Dlaczego przy małych dzieciach? Dlaczego przy dorosłych, którzy wcale tego nie chcą słyszeć?

czwartek, 16 lipca 2015

Nasze ryzykowne hobby.

Pamiętacie, gdy pisałem o tym, że w naszym bloku jest bardzo spokojnie, a mieszkańcy niewyróżniający się, z wyjątkiem jednego pana, który najwyraźniej ma mocne odchyłki pedantyczne? Opisywałem moje spotkanie z nim w piwnicy, gdzie ekierką sprawdzał kąty proste.

Tenże pan często stoi przed klatką schodową i sprząta. A to wyrzuca śmieci z kosza przed drzwiami do dużego zbiorczego śmietnika. A to w tym zbiorczym śmietniku sprawdza wszystkie śmieci czy są posegregowane. Generalnie praktycznie zawsze gdy wchodzę lub wychodzę z bloku natykam się na niego podejmującego różne czynności.

Tym razem wychodziłem z bloku. Główne drzwi są przeszklone, ale tylko w górnej połowie. Dolna jest stalową płytą. Otwierają się na zewnątrz. Otworzyłem je jak zazwyczaj, ale głośne "łup" było już raczej niecodzienne. Drzwi też otwierały się z dużo większym oporem niż zazwyczaj.

Gdy w końcu otworzyłem je oczom moim ukazał się widok... tegoż pana leżącego na ziemi i trzymającego się za głowę. Zaskoczony totalnie schyliłem się i zapytałem czy nic mu nie jest. Odpowiedział, że nie, tylko sobie niezłego guza nabił. Zacząłem się tłumaczyć, że go nie widziałem przez drzwi. Odpowiedział, że on tylko... sprzątał śmieci na wycieraczce. Po chwili wstał, oparł się o parapet obok drzwi i nadal rozcierał sobie czoło.

Obok stała inna pani. Już kojarzę, że też mieszka w naszym bloku. Popatrzyła na mnie i rzekła:
- Niech pan się nie przejmuje. Sam sobie winien. Mógł sprzątać, jak tak lubi, ale mówiłam mu, żeby otworzył drzwi wejściowe, bo ktoś go nie zauważy i go walnie. Sam sobie winien.
- Fakt, mógł otworzyć te drzwi.
- Jemu to się często zdarza. Ostatnio tak samo zarobił drzwiami.
- Naprawdę?
- A myśli pan, że od czego on ma tego drugiego guza?

Nasze hobby czasami mogą być niebezpieczne dla zdrowia...

czwartek, 9 lipca 2015

Moje wyniki w strojeniu instrumentów.

Dostałem pierwsze wyniki sprzedaży książki. Powiem tak: nie jest to kompromitacja, zwłaszcza że w końcu jestem debiutantem. Jednak mogłoby być lepiej. Nic to, jestem dobrej myśli.

A propos książki to nie zawsze udaje mi się nawiązać jakiś ciekawy dialog. Czasami dlatego, że zwyczajnie nie mam ochoty rozmawiać. Tak było i tym razem.

Złożyło się niedawno tak, że stałem obok pewnego zbiegowiska, którego bohaterką była pewna pani. Jakiś starszy pan chciał jej zrobić zdjęcia. Zapytał się więc:
- Pozwoli pani, że zrobię jej zdjęcie?
- Może jednak nie, bo ja dziś nie jestem umalowana.
- To nic. Mój aparat i tak robi tylko czarno-białe zdjęcia.
Popatrzył na mnie i rzekł:
- Może pan stanąć obok tej pani, bo ma pan taką koszulkę z napisem "Chicago", a ten napis dobrze mi się kojarzy.

Zaskoczony i rozweselony spełniłem prośbę. Po zrobieniu kilku zdjęć staruszek przerwał czynność, więc odsunąłem się na bok. Po chwili jednak znów zostałem przez niego zaczepiony. Zaczął opowiadać o tym, że kiedyś mieszkał w Chicago. Całą historię swego życia rozwijać począł. Nie byłem nią zainteresowany, więc tylko grzecznie potakiwałem głową. W końcu wypalił:
- Pan to chyba musi być stroicielem instrumentów.
- Nie. A dlaczego pan tak sądzi? - Zapytałem się zdzwiony.
- Bo nic pan nie mówi, tylko słucha i słucha.

czwartek, 2 lipca 2015

Pride.

Wczoraj wysłaliśmy Inię na jej pierwszy samodzielny wyjazd. Fakt, że Inia była już sama u dziadków, ale to jednak rodzina. A teraz pojechała na 10-dniowy obóz. Co prawda będzie z kilkoma koleżankami z klasy, ale mimo wszystko po raz pierwszy nie będzie z nikim z rodziny.

Skorzystaliśmy więc z okazji i poszliśmy do kina, to znaczy na film. Film ma tytuł "Pride", a w Polsce jest wyświetlany pod tradycyjnie żenującym tytułem "Dumni i wściekli".

Geje i lesbijki popierają protestujących górników i zbierają dla nich pieniądze. Brzmi jak wątpliwej jakości historyjka wymyślona przez debilnych scenarzystów "M jak Miłość"? Nie, to się zdarzyło naprawdę. W Wielkiej Brytanii w latach osiemdziesiątych. Nie pierwszy to raz, gdy życie przerasta scenariusze. ;-)

Zderzenie dwóch, całkowicie przeciwstawnych światów. Bohemy ceniącej wolność i brak granic oraz górników i ich rodzin, którzy życie oceniali konserwatywnie i prosto, choć nie prostacko. Film pokazuje jak w obliczu zagrożenia i kłopotów można nawiązać więź między nawet tak odmiennymi grupami. Więź, która pozwala na wzajemny szacunek i poznawanie siebie, swoich środowisk.

To jest film, który powinni w Polsce pokazywać co tydzień we wszystkich TV. Nie tylko z tego powodu, że tolerancja to w Polsce zjawisko nadal rzadkie. Także dlatego, że to genialna historia z pozytywnym przesłaniem o tym jak możesz być sobą i robić coś po ludzku dobrego. Polecam w stu procentach.