środa, 27 maja 2015

Nie rzucaj słów na wiatr, czyli jak etui niepotrzebnym się stało.

Mam nowy telefon. Telefon duży jest. Podatny na upadki przez to. Telefonowi etui by się przydało. Znalazłem na allegro odpowiednie. Mogłem je odebrać osobiście w sklepie w Warszawie. Co też uczynić chciałem.

Zjawiłem się w sklepie. Kolejka z powodu frywolnego podejścia pań do obowiązków nie zmniejszała się, a wręcz przeciwnie. Cóż, więcej w tym sklepie nie kupię, ale na odebranie etui muszę swoje odstać.

Jeden facet, na oko późna zawodówka, właśnie wybrał etui. Wstał i przemieścił się w stronę kasy, by za etui zapłacić. W rękach trzyma owo etui i telefon właściwy, a jeszcze próbuje wyciągnąć z portfela kartę. Zdążył ową kartę podać pani przy kasie, ale tym samym tylko przybliżył moment katastrofy. W ręku miał bowiem wyraźnie o jeden przedmiot za dużo. Padło na telefon, więc telefon padł. Na podłogę. Wyświetlacz zbity. Obudowa strzaskana. Właściciel osłupiały.

Gdy już zebrał się w sobie i telefon z podłogi również, zaczął chwalić się jak szeroki zasób słownictwa łacińskiego zna. Gdy już przestał się chwalić, zaczął myśleć. Popatrzył na panią i rzekł:
- Widzi pani jakiego, kurwa, mam pecha? Żeby rozwalić telefon przy okazji kupna etui??
- Tak, to pech.
- Wie pani co? Czy ja mogę teraz zwrócić to etui, bo w sumie jak mi się ten telefon rozwalił, to bez sensu to etui kupować...
- Ciężko będzie, bo ja już paragon nabiłam... - Pani wyraźnie nie chciała rozstać się z gotówką.
 - No ale ja mam prawo oddać etui w ciągu 14 dni, tak?
- No ma pan prawo, ale...
- Ale bez żadnych "ale" mi tu, kurwa, proszę! Zwracam etui i poproszę o pieniądze!

Facet znów się wzburzył i znów na własną zgubę. Jeden z gwałtowniejszych ruchów ręką sprawił, że telefon ponownie znalazł się na podłodze. Tym razem telefon odszedł do Krainy Wiecznych Łowów. I to w kilku częściach.

Tym razem chwalenie się łaciną trwało zauważalnie dłużej. W końcu pechowiec zwrócił się do pani przy kasie:
- To odda mi pani te pieniądze, kurwa, czy nie?
- Tak, proszę. - Pani przy kasie wiedziała, że tym razem to nie przelewki, więc zaprzestała wszelkich prób oporu.
- No! - Pechowiec wrzucił resztki telefonu do kosza. - Więcej tu już nigdy nie przyjdę!

I wyszedł.

Po około 10 minutach cichutko otworzyły się drzwi wejściowe i wszedł pechowiec. Zmieszany w dość mocnym stopniu. Milcząco zbliżył się do kosza i jął w nim grzebać. Chwycił korpus telefonu, wyciągnął coś z niego i wstał.
- Karty sim zapomniałem wyciągnąć. - Rzucił.

I wyszedł. I już nie wrócił.

Nigdy nie mów "nigdy". Nawet podczas wykładu łaciny z dużą dawką ciśnienia. 

2 komentarze:

Annette ;-) pisze...

Oj tak, jak to mówią - mały telefon, mały kłopot, duży telefon, duży kłopot. W lutym nabyłam właśnie taki duży, a że to nowość, to i etui do niego nie było, ale skądinąd wiem, że telefon ów w etui działa gorzej - traci zasięg. No i tydzień temu ten mój duzy telefon na schodach wylądował - włożyłam go do kieszeni, a że duży, to wystawał z niej nieco i wystarczyło parę kroków w dół, żeby z niej wypadł i teraz mam dwa piękne pęknięcia w poprzek i na ukos ekranu. Telefon działa, pęknięcia w niczym nie przeszkadzają (no może tylko w chwaleniu się, jaki mam duży telefon), więc póki co z wymiany w ramach ubezpieczenia korzystać nie będę - poczekam, aż go bardziej (tfu, tfu, odpukać) rozbiję.

Lukasz Blazejak pisze...

Etui to przydatna rzecz. ;-)