środa, 16 sierpnia 2017

Żywa zabawka.

Zastanawiam się ostatnio nad losem zwierząt domowych. A to dlatego iż ostatnio byłem świadkiem kilku scen z udziałem mieszkańców naszego bloku, które to sceny dały mi wiele do myślenia...

Starszy facet. Taki prosty w obejścu, co cygaretem zakurzy przy wejściu. Ma psa. Psinę starą już, ledwo powłóczącą bardzo krótkimi łapami. Wiele razy widziałem, gdy przez korytarz do drzwi wyjściowych toczyła się psina owa w tempie zaspanego żółwia.

Co byście zrobili z takim psem na spacerze? Raczej usiedli sobie spokojnie na ławce i pozwolili mu chodzić gdzie chce, bo nie jest w stanie odejść na więcej niż kilka metrów, prawda? Nic z tego. Właściciel tej psinki co kilka chwil woła "Pisia!" (lub "Misia") i rozkazuje zmianę kierunku chodu. Obserwowałem wczoraj ten spacer. Pies poruszał się po kwadracie o boku nie większym niż ze trzy swoje długości.

Inny przykład. Kobieta młodsza od poprzednika, ale nie jakoś mocno. Pies jest często widoczny z bandażami, kulejący. Od jakiegoś czasu chodzi z założonym takim lejkiem na szyję.

Kilka dni temu wychodziłem z bloku i zauważyłem przerażający widok: przy rusztowaniach (właśnie ocieplają nam blok) dosłownie wisiał tenże pies, któremu na szyi zaciskała się smycz. Elastyczna, rozwijana smycz. Właścicielka psa stała przy furtce, poprawiała torbę i nawet nie spojrzała do tyłu, by zobaczyć co się z psem dzieje, tylko ciągnęła smycz w swoją stronę, zaciskając ją na szyi psa jeszcze mocniej!

Krzyknąłem w stronę kobiety. Na szczęście odwróciła się. Podbiegła, gdy próbowałem wyplątać psa z pułapki. "Mój biedny piesek, co się stało?". Itp, itd.

Dochodzę do wniosku, że niektórzy ludzie powinni mieć odebrane prawo do posiadania zwierząt nie tylko ze względu na to, że je biją, ale także dlatego, że traktują je jak zabawkę, przedmiot. Niech sobie kupią pluszaka, nawet na baterię, jeśli chcą, by się poruszał. Jednak niech żywe zwierzęta zostawią w spokoju.